Nena Fan Page for Polish Fans
piątek, 17 lutego 2017
Nena i Larissa w wywiadzie dla pisma "BILD"

Jakimi są matkami? Czym jest dla nich wychowanie dzieci? Jak łączą życie artystyczne z prywatnym? Jak rozładowują konflikty?

Tego wszystkiego dowiecie się ze szczerej rozmowy słynnej mamy i córki z redakcją "Bilda" :-)


LN

 

BILD: Larisso, kiedy myśli pani o latach 80-tych i swojej mamie, wówczas…?

Larissa: …spontanicznie wpada mi do głowy piosenka, którą najchętniej słucham – „Lass mich Dein Pirat sein”. Lubię lata 80-te. Nie wszystko i nie każde zdjęcie, ale jeśli chodzi o jej muzykę z tamtego okresu, to wiele utworów mnie inspiruje i uspokaja.

Nena: Moje lata 80-te zaczęły się w Hagen, w centrum młodzieżowym “Hasper”, gdzie zagrałam swój pierwszy koncert przed widownią liczącą 25 osób.

BILD: Jak to?

Larissa: W moim przypadku wszystko potoczyło się inaczej: mama zaciągnęła mnie na scenę, gdy miałam 16 lat. Od razu przed wielką publiczność. I tak oto zostałam chórzystką w jej zespole. Wszystkie teksty znam na pamięć.

Nena: To prawda. Tak dostała swoją pierwszą pracę na wielkiej scenie. To był koncert w Wiedniu, dla 20 tysięcy ludzi.

BILD: Nena z wiekiem staje się coraz bardziej cool?

Nena: Tak, jasne… Przez 24 godziny na dobę usilnie pracuję nad tym, żeby koniecznie być cool.

Larissa: Być cool oznacza przede wszystkim pragnąć wciąż czegoś nowego. W przeciwnym razie człowiek rdzewieje i życie traci dla niego smak.

BILD: W jaki sposób rozładowujecie swoje konflikty?

Larissa: Jest takie powiedzenie mojej mamy: „Autorytet ma zawsze ten, kto ma lepszy pomysł.” I tak się wzajemnie traktujemy. To ma sens.

Nena: Nasze konflikty nigdy nie są walką o władzę. Jesteśmy wobec siebie szczere i otwarte, dokładnie tak samo jak w programie „The Voice Kids”.

BILD: Jakimi matkami jesteście?

Nena: Żaden człowiek nie przychodzi na świat jako gotowa matka czy ojciec. Dorastasz do tej roli. Każdego dnia jest to coś innego i nowego. I jest to niesamowicie ekscytujące, kiedy po latach słyszysz od własnego dziecka, jak to wygląda z jego perspektywy. W takich sytuacjach często uświadamiam sobie, że moja percepcja była zupełnie inna.

BILD: Jaka zatem jest Nena jako mama?

Larissa: Moje dzieciństwo z całą pewnością było bardzo żywotne i kolorowe. Dorastałam otoczona miłością. I jestem niesamowicie wdzięczna moim rodzicom za to, że mnie kochali i się o mnie troszczyli. Podróżowałam wraz z nimi po całym świecie i poznawałam wielu wspaniałych ludzi.

BILD: Czego to panią nauczyło?

Larissa: Z czasem zdałam sobie sprawę, iż był to rodzaj życiowej edukacji, jakiej nie uzyskasz w żadnej szkole. Podróżując, zyskujesz szerszy obraz świata. Poznajesz inne kultury, obyczaje i różnorodność ludzi.

BILD: Jak wygląda życie podwójnej matki i artystki, która jest ciągle w drodze?

Larissa: Ja z moimi dziećmi prowadzę bardziej domowe życie. To całkiem inna sytuacja. Jako rodzina mieszkamy wszyscy bardzo blisko siebie. Moi bracia są tuż za rogiem. Można powiedzieć, że stworzyliśmy sobie taką mini-wioskę.

Nena: Dokładnie! ”Enklawa Kernerów i Palmów” w sercu Hamburga! Nieważne, czy jest wcześnie czy późno, zawsze z któregoś mieszkania dochodzą jakieś dźwięki.

BILD: Poleciłyby panie swoim własnym dzieciom casting-show w rodzaju „The Voice Kids”?

Larissa: Jak dotąd moje dzieci nie są tym zainteresowane, ale jeśliby były, to decyzja należałaby do nich.

Nena: Dzieci, które poznałyśmy w „The Voice Kids”, świetnie się bawią w programie. To jest dla nich przygoda, jak szkolna wycieczka. Wszyscy mamy z tego wiele radości i zawsze pamiętamy o tym, by nie szczędzić sobie wzajemnie pochwał. Tego nigdy za wiele.

BILD: Zawsze pani tak uważała?

Nena: Tak, już jako dziecko nie rozumiałam, dlaczego nie mogę być dumna z siebie, jeśli zrobiłam coś dobrze. W czasie mojego dzieciństwa dorośli byli bardzo mocno zaangażowani w to, aby dziecko wychować; narzucić mu swój kierunek, zamiast dać mu przestrzeń dla swobodnego rozwoju. Na szczęście ja byłam na tyle niepokorna, że potrafiłam z uporem walczyć o własną drogę. Czasem musiałam się o to mocno bić.

BILD:  Dla swojej córki była pani przyjaciółką?

Nena: Moja córka zawsze będzie moją córką, choć oczywiście relacja matki z córką może być w jakimś stopniu oparta na przyjacielskich stosunkach. Niemniej jednak  moje dzieci np. nigdy nie nazywałyby mnie po imieniu. I ja również bym sobie tego nie życzyła. W innych rodzinach może jest to normalne, ale u nas nie byłoby mile widziane.

Larissa: Zawsze zostaniesz mamą.

BILD: Surową mamą?

Nena: Moje dzieci zawsze miały jasno wytyczone wymagania z mojej strony, jak również śmiało dawały mi sygnał, kiedy to mnie zdarzyło się przekroczyć pewne granice wobec nich.

Larissa: Chociaż to raczej ja byłam specjalistką od przekraczania granic.

Nena: Rodzice i dzieci mają różne granice. Kiedy któreś z nas ma dość, mówi o tym z całą wyrazistością. I potem znowu jest wszystko dobrze.

BILD: A zatem zdarzają się kłótnie?

Larissa: Pewne tarcia są  potrzebne w życiu.

BILD: A klasyczne zakazy i reguły? Istnieją u Neny?

Nena: Mój ojciec był pod tym względem bardzo konserwatywny. Kiedyś wykorzystał wobec mnie ten słynny trik, który miał ustrzec dziecko przed paleniem papierosów. W wieku siedmiu lat dostałam do ręki papierosa mentolowego, którego miałam zapalić…

Larissa: ….i od razu zwymiotowałaś! Znam tą historię!

Nena: Dokładnie. To miała być super- metoda odstraszająca do palenia. Niestety, mało skuteczna, bo już w wieku 12-stu lat kupiłam sobie pierwszą paczkę papierosów!

Larissa: To jest słuszne i właściwe, że rodzice nie wszystko wiedzą o swoich dzieciach. Każdy powinien mieć swój własny świat, w którym rodzice nie mają czego szukać.

Nena: Dzieci mają prawo do podejmowania własnych doświadczeń, bez ciągłego monitorowania i kontrolowania przez rodziców. Dla mnie, jako matki, również nie było wcale łatwe utrzymanie tego poziomu.”

BILD.de, 16.02.2017, przekład na j.polski: Ritta (nenaland)

Special thanks to A. Schlegel

niedziela, 13 listopada 2016
Nena, konfetti i klasowe spotkania

Lata 80-te wróciły: fani w nenonowych t-shirtach, skórzanych kurtkach i legginsach z lamparcim wzorem zebrali się w hali Uni w Wuppertal, by celebrować wieczór z niemiecką Pop-Królową. „Pięknie być między Wami” – powitała ich Nena.

 

1
 

Nena, która ma wiele do powiedzenia. „Kiedyś mój menadżer stwierdził, że za dużo gadam. Teraz robię to, co chcę!” – stwierdza i uśmiecha się z zadowoleniem. Opowiada więc anegdoty - czasem po angielsku, by zrozumieli ją również anglojęzyczni członkowie zespołu - i spontanicznie zmienia program koncertu. Wraz z córką Larissą i synem Sakiasem śpiewa niemiecką wersję „Blowin’ in the wind“ Boba Dylana. „Naprawdę pięknie jest tu z Wami!” – woła do publiczności. Nakazuje wyłączyć światła, by mogła popatrzeć w twarze zebrane na widowni. „Kto z was był ze mną już dawniej? Kto zna teksty?” – pyta. Domaga się pogo i konfetti. Całej masy konfetti. No i oczywiście…balonów!

A publiczność? Świetnie zna teksty. Stare i nowe. Śpiewają głośno, wers po wersie, a przy tym tańczą i kołyszą się do rytmu z błogimi uśmiechami na twarzach. Mają na sobie błyszczące buty, koszulki z nadrukami, skórzane kurtki i legginsy. I to nie tylko damy poniżej 30-go roku życia, których jest tu stosunkowo niewiele.

Diana Lietzbarski ma 43 lata, nosi trampki i dżinsy w gwiazdki. „Jestem fanką Neny od czasów szkolnych. Cały mój pokój był pełen jej plakatów!” – opowiada z błyskiem w oku. Jest tutaj ze swoją najlepszą przyjaciółką Christiną Troja (44 l.) Razem chodziły do szkoły, a teraz wspólnie jeżdżą na koncerty Neny. Ich ukochana piosenka? „99 Luftballons – z tym  łączy się cała nasza młodość!”

Tak jest nie tylko w ich przypadku. Nowe piosenki przyjmowane są świetnie, tworzą klimat, trafiają do serc. Jednak dopiero klasyki doprowadzają blisko czterotysięczną publikę do wrzenia. „Starocie, ale nadal cool!” – komentuje Nena. Hity takie jak „Leuchtturm”, „Wunder Gescheh’n” czy też „Irgendwie, irgendwo, irgendwann“ z monumentalnym, kilkuminutowym wstępem, sprawiają, że nawet najstarsi spośród fanów zmieniają się nagle w krzyczących nastolatków. „Pięknie być między Wami!” – woła Nena, tryskająca niespożytą energią przez bite dwie godziny, bez konieczności wycierania potu.

„Doskonała! Nie pokazała żadnych słabych punktów!” – podsumowuje koncert Antje Bitta z Neuss, 64-latka w martensach i legginsach z panterki. Była już na pięciu czy sześciu koncertach swojej idolki. „I na tym nie koniec!” – zapewnia z uśmiechem. Najbardziej lubi utwór „Peter Pan”. I „Leuchturm”, który przypomina jej pierwsze małżeństwo.  

Również Frank Bartnick z Gelsenkirchen jest zachwycony. „Z każda piosenką coś mnie łączy. Przeżycia, radości… To był jeden z najlepszych koncertów!” – stwierdza, wciąż jeszcze oszołomiony. Ten 53 –latek doskonale wie, co mówi – zaliczył już ponad 15 koncertów Neny. „To wspaniale, że nadal ma taki świetny kontakt z ludźmi!”

(Svenja Lehmann, Westendeutsche Zeitung, 13.11.16)

2

środa, 15 czerwca 2016
„Nena zawsze jest sobą”

(relacja prasowa z koncertu w Passau)

Wiadomo powszechnie, że Nena jest wiecznie młoda. To jej znak firmowy. W błyszczących dżinsach i punkowym T-shircie stanęła przedwczoraj na scenie Dreilandehalle w Passau. To, że w wieku 56 lat może bez obciachu nadal być „rockową laską” wynika głównie z jej dystansu do samej siebie. „Stara chce być trendy, chociaż ma już kilkoro wnuków” – śpiewa w utworze „Berufsjugendlich”, pytając prowokacyjnie: „Co mam zrobić, żebyście mnie polubili? Czy muszę teraz nosić kolczyki z pereł?” Oczywiście, że nie! Nena nie uznaje kompromisów i fani Ją za to kochają. Właśnie za to, że zawsze jest sobą.

Hala w Passau nie została zapełniona do końca. Na koncert przybyło „tylko” 2 tys. fanów. Dzięki temu jednak wytworzyła się bardziej intymna atmosfera i dało się wyczuć szczególną bliskość między gwiazdą, a publicznością… „Nie wiem, gdzie mieszkasz, nie wiem kim jesteś (…), ale mimo to należymy do siebie jak słońce i księżyc” – śpiewała Nena dla swoich fanów, a oni oddawali Jej za to wszystko, co mogli – promienne uśmiechy, zachwycone spojrzenia, chóralny śpiew i wyciągnięte w jej kierunku ręce.

Wokalistka prezentowała solidny, rockowy show, wsparta przez silny zespół. Trzyosobowy chórek sumiennie towarzyszył jej w śpiewie, a gitarzyści i basiści wycinali mocne solówki, ocierające się niemal o metal. A potem znowu robiło się romantycznie i kiczowato pięknie – jak to zwykle u Neny…

Program złożony był z nowych i starych kawałków. I każdy z nich przyjmowany był z jednakowym entuzjazmem - co trochę dziwi, bowiem wśród nowych piosenek nie ma raczej wielkiego hitu na miarę „Leuchtturm”, „99 Luftballons” czy „Irgendwie Irgendwo Irgendwann”.  Utwory z ostatniego albumu „Oldschool” nie mają z nimi zbyt wiele wspólnego, brzmią bardziej elektronicznie. Nena jednakże nie odcina się od starych przebojów i chętnie je wykonuje. Przy swoim największym hicie nie omieszkała przypomnieć, że dzięki tej piosence stała się sławna nawet w USA. Jesienią tego roku wyrusza tam na małe tournee pod szyldem „99 Luftballons over America”.

Najnowszy, i mający wszelkie atuty przeboju, kawałek – „Fanstasie”, pochodzi z repertuaru rapera Samy’ego Deluxe. Nena zrobiła furorę z tą piosenką podczas występu w programie „Sing meinen Song”. Również w Passau pokazała, że potrafi rapować – i robi to naprawdę dobrze! Słuchając w jej wykonaniu wersów w stylu „widzę jak Obi Wan Kenobi wciąga koks i mówię: hej, co z Tobą, przecież to niezgodne z prawem”, nikt nie ma już wątpliwości, że Nena ma w sobie wieczną młodość!   

(Julia Weiss, „Passauer Neue Presse”, 11.06.2016)

 

1

środa, 30 lipca 2014
Nena live'2014 (prasa)

(19 lipca podczas koncertu Neny w Berlinie smażyliśmy się jak na patelni, tymczasem następnego dnia w Obernburgu…...)

 

Festiwal Mamuku: Fani Neny contra ulewa

Muzycznie dzień rozpoczął się od występów Antenne Bayern Band, Sharron Levy i Morris Jones, jednak widzowie niecierpliwie czekali na dwie topowe gwiazdy: Glasperlenspiel i Nenę. Glasperlenspiel umiejętnie porwali tłumy i przygotowali festiwalową publiczność na występ Neny. Również struny głosowe widzów zostały sumiennie przećwiczone przy takich hitach jak „Echt” czy „Nie vergessen”. Głosy zostały naoliwione, ale nawet pulsujące, elektroniczne bity i dźwięki syntezatorów nie zdołały zatrzymać ciemnych chmur. Wkrótce z nieba zaczęły spadać pierwsze krople.

Zespół pożegnał widzów utworem „Freundschaft”, po czym śliczna wokalistka Carolin zdradziła, że pierwszy koncert, na którym była jeszcze jako mała dziewczynka, był to właśnie koncert Neny, i jest niesamowicie podekscytowana, że znów ją zobaczy. Jednak Nena dała sobie czas. Dopiero po 40-stu minutach opóźnienia zjawiła się wreszcie na scenie.  

 

1


Powietrze pachniało letnim deszczem. Na niebie zbierały się coraz ciemniejsze chmury. Zabrzmiały pierwsze, rozdzierające dźwięki gitary. Nena wskoczyła na scenę i chwilę później zerwała się wielka ulewa. Jednak fanom obojętny był deszcz, kiedy przed ich oczami szalała legenda lat 80-tych w skórzanej kurtce i zmierzwionych włosach. Od samego początku doprowadziła publiczność w Obernburgu do ekstazy.

Na początek zabrzmiał jeden z jej największych hitów „Nur geträumt”. Widownia zgodnym chórem śpiewała wraz z Neną i tańczyła w strugach deszczu, który wciąż przybierał na sile. Piosenkarka, podtrzymując publikę na duchu, zawołała: „Deszcz to błogosławieństwo!” Błogosławieństwem dla uszu była z pewnością pierwsza ballada wieczoru: „Fragezeichen” - w nowej aranżacji, opartej na delikatnych brzmieniach gitary akustycznej, na której grała osobiście Nena, siedząc na stołku.  Publiczność, zatopiona w niekończącej się miłości, nagle została obudzona głośnym grzmotem. Zbliżała się burza…

Potem cisza: balladą „In meinem Leben” Nena zdołała rozgrzać serca fanów. Teraz liczył się tylko jej niepowtarzalny głos, czule pieszczony przez akustyczną gitarę. Oprócz kropel deszczu na policzkach fanów błyszczały teraz łzy. Ponieważ w tym momencie płakało nie tylko niebo…

Ale nie tylko pamiętnikarska poezja jest specjalnością hagenowskiej piosenkarki. Nena potrafi nie tylko dzielić się z widownią uczuciami, lecz równie skutecznie zachęcić ją do wspólnego śpiewania. Tak było m.in. przy „Leuchtturm” – mimo, że część widzów uciekła w poszukiwaniu schronienia przed ulewą. Nikt jednak nie miał ochoty wychodzić stąd na dobre, bo czegoś by wówczas zabrakło… Dokładnie o godzinie 22.35 zabrzmiały wersy, na które wszyscy czekali: „Hast du etwas Zeit für mich, singe ich ein Lied für dich…”

Nena w końcu pozwoliła swoim 99 balonikom wznieść się do góry.

Franca Lieb (main.netz.de)

Nena śpiewała na Wuhlheide o narkotykach i ministrach wojny

(Artykuł prasowy na temat koncertu w Berlinie. Moim zdaniem bardzo krzywdzący i niesprawiedliwy w stosunku do Kim Wilde, ale dość interesująco napisali o Nenie, i dlatego chcę go mimo wszystko tutaj przedstawić:)

 

W sobotni wieczór Berlińska radiostacja celebrowała coroczny festiwal Open Air na Wuhlheide. Gwiazdami wieczoru były Kim Wilde i Nena, które pojawiły się na scenie razem ze swoimi rodzinami.


1

Niczym lokomotywa wjeżdża w sam środek letniej biesiady. Ubrana na czarno, z burzą blond włosów, puszystych jak para wodna. Przez dwie piosenki bezskutecznie próbuje nabrać rozpędu, lecz jej glos tonie w ryku muzyki. Publiczność nie od razu daje się porwać. Chcą posłuchać czegoś innego, czegoś co znają. Kim Wilde, kobieta, której największe przeboje skomponował jej ojciec i brat, ściąga ciemne okulary, wichrzy rękoma blond włosy i zaczyna śpiewać „Cambodię”. Widzowie wreszcie są zadowoleni – mają oczekiwany hit. A potem następny, i to podwójny - "You Keep Me Hanging On", cover zespołu Supremes.

Słońce grzeje , słomkowe kapelusze okrywają głowy, pot leje się po twarzach. Kim na scenie opowiada o tym, że niedawno była w trasie z Alice Cooperem i spytała go, czy może scoverować jego piosenkę, na co on odrzekł: „Jasne Kim! I daj jej trochę popu!” Zatem Kim daje trochę popu jego przebojowi „Poison”. Słodka, syntezatorowa zabawa, z którą może rywalizować tylko pierwszy singiel Kim Wilde – „Kids In America”, pochodzący z czasów, gdy wyglądała jeszcze jak śpiewająca kopia Kim Basinger.  Ponad głowami na Wuhlheide powiewają czarno-czerwono-złote flagi z piłkarskich mistrzostw świata. To coś nowego. Hurra, hurra, niemiecki patriotyzm żyje!

Pół godziny przerwy. Napięcie rośnie, bo za chwilę pojawi się tutaj ta, którą PETA uznała „najgorętszą wegetarianką 2010 roku”. Jedyna ocalała z czasów Nowej Niemieckiej Fali. Nasza „niemiecka Madonna”.

W czerwonej scenicznej mgle materializuje się Gabi Kerner z Hagen. Nena. Podobnie jak Kim Wilde urodzona w 1960 roku, ale jej występ nie toczy się ospale po szynach – jej głos jest głośny, klarowny i wciąż brzmi tak samo jak w latach 80-tych, kiedy razem z Markusem grała we filmie „Gib Gas – ich will Spass”, w którym ściskali się na karuzeli i ciągle powtarzali „mocne”. Wszystko jest mocne. Nena jest mocna.

Skacze po scenie, do tylu, do przodu, unosi w górę ramiona… Żadnych włosów pod pachami, żadnej opaski na czole – ale wciąż tak samo zwariowana. Właśnie wybrzmiały ostatnie tony „Nur geträumt". Zero przerwy, zero słowa do publiczności – bierze gitarę i siedząc na stołku gra „Fragezeichen” w balladowej wersji. Na koniec mówi „Pięknie, że tu jesteście!” - tym swoim charakterystycznym, zuchwałym, szybkim stylem mówienia.

„Szybka Gabi” nie daje sobie chwili wytchnienia. Podczas gdy koncert Kim był jak zagęszczone mleko, które zbyt długo stało, koncert Neny jest jak pro biotyczny jogurt z szybko wirującymi kulturami. Sama zresztą śpiewa: “Zero bezruchu – wszystko kręci się tak szybko, jak wielka karuzela”

Dzieci Neny – bliźniaki Larissa (pełne usta i dzikie blond loki) oraz Sakias (wysoki z długimi, jasnymi włosami), oboje w wieku 24 lat, oboje również będący już rodzicami, tańczą i śpiewają z mamą na scenie. The Kerner Family.

Nena zdejmuje koszulę, w czarnym topie i skórzanych spodniach prezentuje nowe piosenki. Liryka z pamiętnika. Pani Kerner, zwykle lekko zakręcona, głośno się śmiejąca, opowiadająca o ezoteryce i indyjskim guru, śpiewa o tym, że zdrowo się odżywia, a mimo to bierze narkotyki; że boi się śmierci, ale cieszy się życiem; i że wkurza ją, kiedy wszyscy mówią, że odgrywa „zawodową nastolatkę”.  Bo kto powiedział, że babcia nie może bawić się na dyskotece?

Widzowie letniego festiwalu świetnie się bawią – ale czekają przede wszystkim na balony i ministrów wojny. A ponieważ Nena doskonale o tym wie, w związku z tym podczas śpiewania swojego mega-hitu rzuca w tłum kilka ogromnych balonów z napisem „Love”. Następnie finałowy pokaz fajerweków i wszyscy zadowoleni wracają do domów. Jakkolwiek, gdziekolwiek, kiedykolwiek zobaczą raz jeszcze Nenę i jej dzieci. A Kim? Cóż, ona też tam była…

Julia Friese (Berliner Morgenpost)

http://www.morgenpost.de/kultur/berlin-kultur/article130354435/Nena-singt-in-der-Wuhlheide-von-Drogen-und-Kriegsministern.html



wtorek, 17 czerwca 2014
Exclusiv: Nena o nowych koncertach i nowych... płytach!!!!!

(wywiad)

11 lipca ikona popu Nena wystąpi w Graz. Z tej okazji pismo „Die Woche” poprosiło sympatyczną i wiecznie młodą gwiazdę o rozmowę.

- Czy cieszy się pani na koncert w Graz?

- Jasne, i to jak! Życie w trasie jest dla mnie barwne, ekscytujące i piękne. Za każdym razem cieszę się na wszystko to, co się będzie działo, i na miejsca, które zobaczymy. Te wszystkie wspaniałe wieczory, które ja i mój zespół przeżywamy wraz z wieloma ludźmi na koncertach, po trzydziestu latach nadal są dla mnie czymś wyjątkowym i poruszającym. Tego roku mamy nowy show, nową scenę i wiele piosenek, których ludzie już od bardzo dawna nie słyszeli lub nie słyszeli ich jeszcze nigdy. Już nie mogę się tego doczekać!

- Co utrzymuje panią w formie na scenie?

- Już od wielu lat żyję w sposób bardzo wyważony i troszczę się o to, by utrzymywać w harmonii moje ciało, serce i duszę. Polega to między innymi na tym, że codziennie przez dobrą godzinę spaceruję po lesie, obojętnie gdzie jestem. (…) Poza tym zwracam uwagę na swoją dietę, praktykuję yogę, staram się podchodzić do wszystkich wyzwań, jakie niesie ze sobą życie, w sposób kreatywny, i od czasu do czasu chętnie piję dobrą whisky. A ponieważ zauważyłam, że ten temat jest dla wielu ludzi interesujący, piszę właśnie o tym książkę.

1

- Co robi pani na kilka minut przed wejściem na scenę?

- Głęboko oddycham. Granie koncertów jest dla mnie zawsze wspaniałą przygodą, i mimo, że mam wieloletnie doświadczenie, to nigdy nie stało się dla mnie rutyną. Zawsze jest to dla mnie cudownie ekscytujące i wywołuje uśmiech na twarzy. To ważne, by wychodzić na scenę z dobrym nastawieniem i w radosnym nastroju. Kiedy kurtyna idzie w górę liczy się tylko tu i teraz. Wszystko inne zostawiam na co najmniej dwie godziny w garderobie.

- Czy czasem podczas koncertu coś się nie udaje?

- Jasne, w końcu gramy koncerty na żywo i zawsze może zdarzyć się coś nieoczekiwanego. Jedna z moich zasad na taką okazję brzmi: nigdy niczego nie udawaj i nie ukrywaj. Nie jestem perfekcyjna i jeśli coś idzie nie tak, ja i mój zespół podchodzimy do tego z otwartością. To jest moim zdaniem bardziej sensowne, niż sprzedawanie sztucznego obrazka, na którym nic nigdy nie idzie źle i więcej jest iluzji niż rzeczywistości.

- Kiedy wiadomo, że koncert jest udany?

- Kiedy czujemy, że publiczność nadaje na tej samej fali, co my. Kiedy serce emanuje spokojnym, serdecznym uczuciem. To są momenty, które nas wszystkich łączą, niezależnie od tego, ilu ludzi stoi pod sceną. Jeśli jest chemia, wówczas jest tak pięknie, jakbyśmy wszyscy razem tańczyli walca. :)

2

- Jakich piosenek możemy się spodziewać?

- Jak co roku mogę powtórzyć: nie ma koncertu Neny bez balonów, latarni morskiej i znaku zapytania. Jednakże na naszej setliście znalazł się również pewien „mega-klasyk”, którego nie graliśmy na żywo od 30-stu lat. Na to szczególnie się cieszę. Oczywiście nie zabraknie też nowszych rzeczy, i będzie specjalna premiera na żywo. Otóż, mój nowy album jest już gotowy, nosi tytuł „Oldschool” i kilka piosenek będę prezentowała podczas koncertów. Wyjście z tym świeżym materiałem na scenę jest jak tchnienie wiosny – po prostu wspaniale!

-Podczas  koncertów często zaprasza pani na scenę dzieci i śpiewa razem z nimi…

- Zapraszanie ludzi na scenę nie jest żadnym specjalnym punktem programu, lecz dzieje się spontanicznie, ponieważ czuję sie związana z moją publicznością.

- Pracuje pani obecnie nad dwoma albumami. Można coś zdradzić na ten temat?

- Mój nowy album „Oldschool” powstaje od kilku miesięcy w ścisłej współpracy z Samy’m Deluxe. To będzie totalny hit i już się nie mogę doczekać grania pierwszych piosenek jeszcze przed jego oficjalną premierą. Samy jest po prostu wspaniały i świetnie nam się współpracuje. Tworzenie z nim całego albumu to dla mnie osobisty sukces.
Poza tym na rozpoczęcie roku szkolnego planujemy wydanie fantastycznej płyty dla dzieci „Nena’s 1x1”, na której będzie można śpiewająco nauczyć się tabliczki mnożenia. Kilka dzieciaków z mojej okolicy wpadło na taki pomysł, a potem wypróbowaliśmy to z powodzeniem w naszej szkole. Dzieci śpiewały w rytm takich klasyków jak „Nur geträumt“ czy „Wunder geschehn“ i wypadło to niezwykle wesoło i barwnie. Funkcjonuje to tak dobrze, że dzięki temu można polubić matematykę. Nawet ja… Mała tabliczka mnożenia – liczona z Neną…

(17.06.2014, www.meinbezirk.at)

niedziela, 01 czerwca 2014
„Córka Neny maluje akty”

Nena (54) od dziesięcioleci należy do najpopularniejszych niemieckich wokalistek, jednak jej córka Larissa (24) obrała inną drogę. Wprawdzie zajmuje się również muzyką, ale jej największą pasją jest sztuka: maluje obrazy, najczęściej autoportrety - ostatnio także nagie!

Wraz z przyjaciółką Marie Suberg (25) tworzą duet o nazwie AdamEva i wspólnie malują kolorowe, nowoczesne akty z nutką erotyzmu.

Dla ślicznej Larissy jej dzieła są wyrazem samoświadomości. W wywiadzie dla „Berliner Kurier“ wyjaśnia: „To przecież ważne, byśmy spoglądając w lustro myśleli: super! Z tobą żyje mi się świetnie!”

Obecnie kilka dzieł kreatywnego duetu możemy podziwiać na wystawie Millerntor Gallery w Hamburgu. Koneserzy sztuki biją się o ich prace i płacą po kilka tysięcy euro za jeden obraz.

Mama Nena zdaje się być również wielbicielką twórczości swojej córki. Okładka jej ostatniego albumu „Du bist Gut” (2012) została zaprojektowana przez duet „AdamEva”.

(pismo „Bild”, 1.06.2014)

ae



czwartek, 05 września 2013
Nena o latach 80-tych i nie tylko...

(fragmenty wywiadu z pisma "Amica"oraz z programu "Fast Forward" na Vivie, 2001)

 

1

 

Jak czuje się kobieta po 40-tce?
Metryka nie ma dla mnie znaczenia. Czasem czuję sie bardzo staro, czasem jak dziecko, a czasem po prostu jak dojrzała kobieta i matka. Nie wyobrażam sobie natomiast, że mogłabym mieć znowu 16 czy 20 lat. Nie ma we mnie tej tęsknoty za młodością.
Jak to jest być dla całego pokolenia bohaterką wspomnień z młodości?
Bardzo często ludzie opowiadają mi o tym, co się dla nich wiąże z moją osobą: plakaty z "Brava" na ścianie, pierwszy koncert, pierwsza płyta, a często i pierwsze kroki ku własnej twórczości... I ciągle słyszę te słowa: "Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz!" Tak naprawdę to wciąż jeszcze nie potrafię tego tak do końca sobie uświadomić...
Jak oceniasz dzisiaj swoje dawne programy telewizyjne?
Okropność!(śmieje się) Niektóre z nich uważam dzisiaj za totalny obciach. Miałam 20-parę lat i zupełnie nie byłam przygotowana na to, co się wtedy wokół mnie działo. Nie miałam nikogo, kto by mnie poprowadził i doradził, jak powinnam się zachowywać. Wpadłam po prostu w ten wir i sama musiałam sobie z tym radzić.
Kreowałaś modę lat 80-tych. Czy jest coś z tamtego okresu, czego dziś już byś nie założyła?
Opaski na czoło! (śmiech) Nawet jeśli stanie się znowu "ostatnim krzykiem mody" to już beze mnie! Czasem, kiedy patrzę na moje stare zdjęcia, myślę sobie: mój Boże, jak mogłam sie tak ubrać?! Ale to wszystko ze śmiechem. Tak naprawdę to odkrywam siebie na nowo i lubię siebie taką, mogę patrzeć na to bez żenady.
Ale grzywkę nosisz nadal...
Z tą fryzurą przyszłam na świat! (śmieje się) Oczywiście próbowałam różnych fryzur, ale jakoś tak zawsze wracam do mojej grzywki, bo w tym uczesaniu czuję się najlepiej.
A co z nieogolonymi pachami, które wywoływały tyle kontrowersji? Jedni widzieli w tobie rebeliantkę, inni się bulwersowali.
Pamiętam, miałam koncert w Londynie i nagle zobaczyłam na widowni transparent "Nena, kochamy twoje nieogolone pachy!" Pomyślałam sobie: o co im chodzi? Nie sądziłam, że to może zwrócić czyjąś uwagę, dla mnie to było normalne. Bądź co bądź byłam dziewczyną z prowincji, nie miałam pojęcia, że to się goli. :-) Później moja przyjaciółka, która była foto-modelką, stwierdziła, że powinnam coś z tym zrobić. No i w końcu się ogoliłam. A może by tak znowu zapuścić i pofarbować na różowo, co? (śmiech)

(2001)

wtorek, 21 maja 2013
Nena - pełna pasji i energii

Pop-diva zachwyciła 3 tysiące fanów w Starej Olejarni w Wittenberdze



W piątkowy wieczór Wittenberga miała okazję przeżyć niezwykły koncert. Trzy tysiące fanów gorąco oklaskiwało niemiecką divę popu – Nenę – która pojawiła się na scenie z okrzykiem „Let’s Dance” i pokazała, jak można podnieść chłodną temperaturę deszczowego dnia. Pełna energii i radości życia tańczyła, kołysała się i skakała po scenie niczym gumowa piłeczka, a swój dobry humor demonstrowała za pomocą szpagatu.

1

W pierwszym rzędzie stały jej wierne fanki Katrin Voß i Heike Ween - szczęśliwe, że mogą być tak blisko swojej idolki. „Gdzie jest Nena, tam jesteśmy i my!” – stwierdziła Katrin, entuzjastycznie dopingując swoją gwiazdę, która pokazała się w szczytowej formie. Obie podróżują wiele kilometrów, by oglądać ją na żywo.

Frank Metschulat z Wittenbergi celebrował koncert stojąc pod bramą. Niestety, nie udało mu się kupić biletu. „Ale tutaj też trochę słychać” – pocieszał się. Przyszedł tu, bo ma wielki szacunek do Neny. „Angażuje się w różne projekty dobroczynne, nigdy się nie poddaje  i mimo sukcesów nie przestała być człowiekiem”.

„Jesteś dobry” – tak nazwała Nena swój koncert i taki tytuł nosi jej aktualny album, wydany w listopadzie ub. roku. Z wielkim wyczuciem śpiewała w asyście swoich 16-stu muzyków i kilkuosobowego chórku najnowsze ballady, takie jak „Besser geht’s nicht“ czy „Wo ist mein Zuhause“. Publiczność wczuwała się w ten intymny nastrój i wsłuchiwała uważnie w opowiadane przez nią historie. Wokalistka umiejętnie łączyła owe romantyczne klimaty z super-hitami, na które najbardziej czekano. Raz było rockowo, raz melancholijnie, raz impulsywnie – ale zawsze z pasją i zaangażowaniem, za co otrzymywała zasłużone brawa od zebranych pod sceną tłumów. „Jesteście zajebiści!!!” – dziękowała im równie entuzjastycznie.

„Willst du mit mir gehen“, „Leuchtturm“, „Wunder gescheh’n“… - rozbrzmiewał hit za hitem, a każdemu z nich towarzyszył chór tysięcy głosów z widowni. Szaleństwo sięgnęło zenitu, kiedy przyszedł czas na jej sztandarowy przebój „99 Luftballons”, przedstawiony w niezwykle wyrafinowanej wersji, łączącej w sobie rock, soul i szlagier. W ten sposób gwiazda zamierzała pożegnać się z fanami, ale było jasne, że w takim nastroju na pewno nie pozwolą jej odejść. Prawie półgodzinna seria bisów zaczęła się od „Du kennst die Liebe nicht”, a skończyła na tanecznym pokazie, podczas którego gwiazda zaprosiła na scenę dzieci z publiczności.

„Świetne teksty, doskonałe piosenki, wspaniała kobieta” – podsumował koncert Michael Hintze z Wittenergi. Elfie Ballendat z entuzjazmem szykowała się w powrotną podróż do domu w Habelbergu: „Każdy fan Neny powinien zobaczyć ją na żywo. Samo słuchanie jej muzyki to za mało. Trzeba przekonać się na własne oczy, jaka jest ciągle młoda, naturalna i jak wiele daje z siebie na scenie.”

Frank Stubenrauch (Märkische Allgemeine, 21.05.13)

2

żródło:

http://www.maerkischeallgemeine.de/cms/beitrag/12519414/61469/Pop-Diva-Nena-begeisterte-Fans-in-der-Alten.html

poniedziałek, 25 marca 2013
Nena gwiazdą „Porsche Music Nights 2013”

(artykuł własny)

Ostatnio nie wiele działo się wokół Neny, ale wbrew pozorom niemiecka Pop Królowa wcale nie próżnowała! W pierwszej połowie marca zaszyła się na dziewięć dni w idyllicznym, górskim ośrodku Gutsalm Harlachberg w Bawarii. Tam w otoczeniu bajkowych, śnieżnych krajobrazów piosenkarka wraz ze swoim zespołem, do którego należy również część jej rodziny, odbywała próby przed tegorocznymi koncertami. W ekipie nie zabrakło także pań z towarzyszącego jej od ubiegłego roku kwartetu smyczkowego. Wszyscy pilnie ćwiczyli nowy program, a przy okazji spędzali mile czas i świetnie się bawili.

Pierwsze efekty ich pracy fani mogli podziwiać podczas dwudniowego festiwalu „Porsche Music Nights 2013”, który odbył się w dniach 22-23 marca w Stuttgarcie. Na imprezie spotkały się gwiazdy niemieckiego i światowego formatu oraz przedstawiciele różnych muzycznych epok. Obok Neny wystąpili m.in. swingowi młodzieńcy z The Baseballs, gwiazda italo popu - Umberto Tozzi oraz niemiecka legenda lat 60-tych, zespół The Rattles.

Przy tak dużej ilości wykonawców fani Neny musieli odczekać wiele godzin, by móc wreszcie zobaczyć swoją idolkę na scenie. Pierwszego dnia impreza zaczęła się ok. godziny 20.00, tymczasem gwiazda wieczoru pojawiła się przed widownią dopiero… po północy! To męczące oczekiwanie opłaciło się jednak w stu procentach! Wokalistka, ubrana w swoje ulubione dżinsy, żakiet z panterki i koszulę w paski zebry, od samego początku show tryskała energią i znakomitym nastrojem. Już podczas pierwszej piosenki „Das ist nicht alles” zaciągnęła na scenę jednego z fanów, ale na tym się bynajmniej nie skończyło! Wkrótce bawiła się z nią cała grupa szczęśliwców, którzy pozostali na scenie do samego końca 75-minutowego koncertu. Nie trudno sobie wyobrazić, jak wspaniałe było to dla nich przeżycie - nieczęsto można przecież tańczyć i śpiewać ze swoją ukochaną gwiazdą! W przypadku spontanicznej i wyluzowanej Neny nie jest to jednak wcale taką rzadkością.

2

Następnego dnia jej koncert rozpoczął się tuż przed godziną 23-cią i trwał nieco krócej, niż poprzedni. To niestety pokrzyżowało plany fanów, który o północy zamierzali uczcić 53-cie urodziny piosenkarki chóralnym odśpiewaniem „Happy Birthday”. Mimo tej niedogodności zabawa była przednia, a Nena – tym razem odziana w białą koszulę i czarno-biały żakiet – ponownie zaprosiła na scenę liczną grupę widzów. Wielu z nich obdarowało swoją gwiazdę urodzinowymi prezentami i kartkami. Po zakończonym show roztrzepana solenizantka zostawiła te podarunki na scenie, ale na szczęście jej córka Larissa trzymała rękę na pulsie i dopilnowała, by ostatecznie do niej trafiły.

Po koncercie Nena wraz z rodziną i zespołem udała się do restauracji na huczne świętowanie urodzin. Na parkingu żegnali ją najwierniejsi fani, trzymający transparenty z napisem „Happy Birthday”. Na kolejne spotkanie ze swoją idolką będą musieli niestety poczekać aż do 25 maja. Nena wystąpi wtedy na festiwalu Wolkenkratzer we Frankfurcie. (nenaland,25.03.2013)

1

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6